Szymart

Obrazy

Wena to stary przyjaciel – głos. Głos, który już kiedyś wołał niejednokrotnie. Początkowo z niedowierzaniem domagałam się jego coraz głośniejszych wezwań, aż wreszcie poczułam, że nadszedł czas, by znów go wysłuchać.
Wena czasem ucina sobie drzemkę a czasem sypia latami, albo tak, jak jak teraz, budzi się i pragnie uzewnętrzniać się w różnorakiej postaci. Nazywam to odrodzeniem. Na nowo poczułam zew wolności i tą nieporównywalnie głośno krzyczącą duszę. Wszystko chce się materializować, jedno wołanie po drugim, jakby czekały na swoją fizyczną formę w kolejce. Każde wołanie staram się wysłuchać. Ich cichy głosik zamienia się w coraz głośniejszy zew duszy. Coraz częściej dni popychają mnie do tworzenia, a towarzysząca ekscytacja narasta z każdym jednym pociągnięciem pędzla, z każdą jedną łzą przepływających emocji, prawdziwych i tak długo czekających na wolność.
 
Obrazy przebierają różną postać, od delikatnych i przyjemnych dla oka oraz radosnych, po melancholijne, nasycone ciężarem nielekkich emocji, ale zawsze prawdziwe.
Prawda nad wyraz przelewała się przez nie, omijając wszelkiego rodzaju ramy.
Nie chcę uzależniać tego, co we mnie kwitnie od presji, wymuszając na pędzlu cokolwiek…
Daję rzece płynąć. Rzece emocji, nastroju, mocy i niemocy, czasu i bezkresu beztroski.
Wszystko to płynie naprzemiennie i nierozerwalnie z nutami serca, które nierzadko ubieram również w bukiet słów.
Chcę, by to, co tworzę, było czyste, w przypływie weny, podyktowane sercem i głosem duszy. To, co w danym momencie powstaje, jest unikatowe, przesycone energią chwili i niepowtarzalne. To, co nie powstanie z jakiegokolwiek powodu w danym momencie, nie powstanie w tej samej formie już nigdy.

bądzmy w kontakcie

Masz pytanie?
Skontaktuj się ze mną!